Słabeusz po porodzie czyli wyrodna matka.

Tak, nastał ten “piękny” dzień i urodziłam dziecię swe. Uff, ciąża dobiegła końca. Co nie znaczy, że teraz z górki i cukierkowe życie nastało. Córa się zbuntowała i w trakcie lekkich już skurczy traciła tętno więc decyzja o cc. Nie dane mi było się przekonać co to poród naturalny. (trzeciej ciąży nie planuję!). Read the full post »

Advertisements

Przeterminowana…

No i stało się. Wakacje dobiegły końca, mąż i córka od jutra do szkoły a ja ciągle w dwupaku. Najzwyczajniej na świecie się przeterminowałam…

A ja mam już dosyć. Całej ciąży. I niech mi ktoś jeszcze powie, że to jest kuźwa stan błogosławiony :/ Zaczęłam od choróbsk, mdłości, przeszłam przez mdlenia i upały nieziemskie na problemach od dupy strony kończąc. Jestem gotowa się wysterylizować. Bez żartów. A na dodatek mój pierwszy poród był przez cc więc ja właściwie nie wiem czego się spodziewać o godzinie “0”. Czas pokaże. Nic to, czekam dalej aż ta nasza Dżoana łaskawie postanowi wyjść.

Wstyd i żal kropka pe el.

Zapomniałam, serialnie, całkowicie zapomniałam, że sobie bloga założyłam… Ciąża i nieustanne upały dały nie tylko w kość ale i na pamięć miały wpływ. No przyznać trzeba, że jak na złość lato mamy upalne, bardzo nawet. Całego dnia deszczowego nie zanotowałam ani razu. Bywał deszcz ale albo w nocy, albo w jakimś momencie w ciągu dnia. A ja marzyłam i nadal marzę o całym dniu takim 20-stopniowym i deszczowym.

Read the full post »

Topielec i kawa.

Tak, od rana upalnie. Ja się najzwyczajniej na świecie topię. Więc, chcąc nie chcąc, od rana raczyłam się kawką z lodami 😀

Desktop

Teraz siedzę na blogach kulinarnych i szukam innych, ciekawych przepisów na kawkę mrożoną…

Pudełeczko numer 1.

Ostatnio zaktualizowane

Doszły do mnie kosmetyki w magicznym pudełku. Powiem szczerze, że jestem mile zaskoczona. fajne kosmetyki, dobrej jakości, super na tę porę roku. Za 49 zł dostałam dosyć drogie produkty. Wiem, normalnie bym ich nie kupiła – i to mi się podoba. Bo chcąc nie chcąc poużywam je sobie i będę bardziej trendy heh. Czekam na następne!

p.s. jutro przyjdzie z edycji specjalnej “MOM&BABY” 😀

Glossybox będę mieć a co!

Skusiłam się. Bo to łatwe. Otwierasz maila, tam reklama, brniesz dalej. Oglądasz co tam ciekawego.

Glossybox

 

Wujka gugla pytasz o opinie – są ok. No to czemu nie… Wiem, wiem, miękka faja ze mnie bo się dałam skusić. No i co z tego? Jak mi się nie spodoba to więcej nie zamówię i już 🙂  a jak tylko kurier mi to przyniesie to ruszę leniwy tyłek i zrobię zdjęcie tego cuda.

Maksymalna wścieklizna czyli kobieta w ciąży jest.

Wolałam nic nie pisać. Ostatnio na jakikolwiek temat bym nie chciała napisać, pomyśleć to bez nerwów się nie obyło. Nic na to nie poradzę. Wkurza mnie wszystko i wszyscy. Zdecydowanie wolałam pierwszy etap ciąży kiedy to mogłam spać i spać i na nic innego nie miałam ochoty. A teraz tornado za tornadem. Gdzie się nie ruszę, na kogo nie spojrzę to mam nerw. Takie to uroki ciąży, heh.

Ostatnio pani starsza w Biedronce mnie wkurzyła bo stała i zachwalała innej pani jaki to tamtejszy chleb jest dobry. Bo taki na zakwasie, zdrowy, tydzień leży świeży. Kuva jak taki dobry to czemu masz go aż tydzień czasu. I sorry batory ale może leżał koło zakwasu ale nie jest na zakwasie. Zakwasowy chleb jest taki ciężki, zbity, smaczny. Ten nie jest takowy. Nie wytrzymałam, roześmiałam się i powiedziałam jej, że bajki opowiada. Po co? Sama nie wiem.

Takich historii w ostatnim czasie miałam mnóstwo. Powinnam je spisywać, może zacznę…

Wisi mi kawa…

Ja chyba jestem mało trendy a może niezbyt wrażliwa??? Bo mi wisi cała ta akcja “zawieszona kawa”. Więcej, ja w ogóle nie widzę sensu w takiej akcji. Bo niby dla kogo ta kawa? Dla każdego? Bez sensu. Zaraz się zaczną jakieś wiszące kanapki, ciastka albo całe zestawy obiadowe… Może to jest taka akcja dla – jak ich się teraz nazywa?? Hipsterów? To kolejne zjawisko mi nie zrozumiałe. Ciekawe dla socjologa, nie powiem. Ale nie jasne. Za świeże aby wyciągać wnioski. tak sobie jednak myślę, że gdybym poszła na magisterkę to chyba bym się w pracy końcowej zajęła tymi hipsterami. Temat nowy, nie do końca określony. No ale póki ja zacznę studia to zjawisko pewnie przeminie 😉

Licencja na socjologię

Tak, wraz z przyjściem wiosny zdobyłam licencję 🙂 I było słychać wielkie UFFF. W końcu koniec. Pisanie pracy mnie wykończyło i nie pójdę na żadne studia magisterskie dopóki nie zniosą obowiązku pisania tych durnych i nikomu nie potrzebnych prac… Może sobie pójdę na jakąś podyplomówkę ale to dopiero po porodzie i odchowaniu dzidzi 😉

 

A żeby nie była za wesoło to od stycznia już czwarty raz jestem chora, antybiotyk dostałam po raz drugi… I jak usłyszę, że ciąża to nie choroba to walnę!!!

Obronić się w Dzień Wagarowicza

Ach ta ciąża. Tak jak przy pierwszej miałam energii na maksa i gdyby nie zdjęcia z usg to bym nie wiedziała, że jestem ‘przy nadziei’, tak w drugiej cierpię na lenia pospolitego, nie mam siły na NIC. Z dobrych wiadomości – skończyłam pisać pracę licencjacką! Tak tak, skończona, zatwierdzona i złożona w szanownym dziekanacie. A 21 marca będę się bronić. Świetna data, akurat w Dzień Wagarowicza 😉 Trzeba się, chcąc nie chcąc, wziąć do roboty i stworzyć jakąś prezentację, która w piękny sposób opisze moją pracę.

Nie zapominajmy, że 12 marca jest Dzień Drzemki w Pracy 😀