Słabeusz po porodzie czyli wyrodna matka.

Tak, nastał ten “piękny” dzień i urodziłam dziecię swe. Uff, ciąża dobiegła końca. Co nie znaczy, że teraz z górki i cukierkowe życie nastało. Córa się zbuntowała i w trakcie lekkich już skurczy traciła tętno więc decyzja o cc. Nie dane mi było się przekonać co to poród naturalny. (trzeciej ciąży nie planuję!). (more…)

Advertisements

Przeterminowana…

No i stało się. Wakacje dobiegły końca, mąż i córka od jutra do szkoły a ja ciągle w dwupaku. Najzwyczajniej na świecie się przeterminowałam…

A ja mam już dosyć. Całej ciąży. I niech mi ktoś jeszcze powie, że to jest kuźwa stan błogosławiony :/ Zaczęłam od choróbsk, mdłości, przeszłam przez mdlenia i upały nieziemskie na problemach od dupy strony kończąc. Jestem gotowa się wysterylizować. Bez żartów. A na dodatek mój pierwszy poród był przez cc więc ja właściwie nie wiem czego się spodziewać o godzinie “0”. Czas pokaże. Nic to, czekam dalej aż ta nasza Dżoana łaskawie postanowi wyjść.

Maksymalna wścieklizna czyli kobieta w ciąży jest.

Wolałam nic nie pisać. Ostatnio na jakikolwiek temat bym nie chciała napisać, pomyśleć to bez nerwów się nie obyło. Nic na to nie poradzę. Wkurza mnie wszystko i wszyscy. Zdecydowanie wolałam pierwszy etap ciąży kiedy to mogłam spać i spać i na nic innego nie miałam ochoty. A teraz tornado za tornadem. Gdzie się nie ruszę, na kogo nie spojrzę to mam nerw. Takie to uroki ciąży, heh.

Ostatnio pani starsza w Biedronce mnie wkurzyła bo stała i zachwalała innej pani jaki to tamtejszy chleb jest dobry. Bo taki na zakwasie, zdrowy, tydzień leży świeży. Kuva jak taki dobry to czemu masz go aż tydzień czasu. I sorry batory ale może leżał koło zakwasu ale nie jest na zakwasie. Zakwasowy chleb jest taki ciężki, zbity, smaczny. Ten nie jest takowy. Nie wytrzymałam, roześmiałam się i powiedziałam jej, że bajki opowiada. Po co? Sama nie wiem.

Takich historii w ostatnim czasie miałam mnóstwo. Powinnam je spisywać, może zacznę…

Licencja na socjologię

Tak, wraz z przyjściem wiosny zdobyłam licencję 🙂 I było słychać wielkie UFFF. W końcu koniec. Pisanie pracy mnie wykończyło i nie pójdę na żadne studia magisterskie dopóki nie zniosą obowiązku pisania tych durnych i nikomu nie potrzebnych prac… Może sobie pójdę na jakąś podyplomówkę ale to dopiero po porodzie i odchowaniu dzidzi 😉

 

A żeby nie była za wesoło to od stycznia już czwarty raz jestem chora, antybiotyk dostałam po raz drugi… I jak usłyszę, że ciąża to nie choroba to walnę!!!

Obronić się w Dzień Wagarowicza

Ach ta ciąża. Tak jak przy pierwszej miałam energii na maksa i gdyby nie zdjęcia z usg to bym nie wiedziała, że jestem ‘przy nadziei’, tak w drugiej cierpię na lenia pospolitego, nie mam siły na NIC. Z dobrych wiadomości – skończyłam pisać pracę licencjacką! Tak tak, skończona, zatwierdzona i złożona w szanownym dziekanacie. A 21 marca będę się bronić. Świetna data, akurat w Dzień Wagarowicza 😉 Trzeba się, chcąc nie chcąc, wziąć do roboty i stworzyć jakąś prezentację, która w piękny sposób opisze moją pracę.

Nie zapominajmy, że 12 marca jest Dzień Drzemki w Pracy 😀

Medycyna naturalna jest do dupy

I niech zamilknie każdy, kto uważa że babcine metody leczenia są najlepsze. Guzik prawda. Z racji stanu błogosławionego nie mam wyjścia innego niż medycyna naturalna. Od ponad tygodnia nie robię nic innego jak stosuję miód, cytryny inne dobrodziejstwa w leczeniu kataru. (more…)