Jest źle.

Ze mną. Nie mam siły, ochoty, motywacji do działania. Takiego codziennego działania. Wkurwiam się na wszystko i wszystkich dookoła. Już mi się nie chce, nie chce mi się starać, uśmiechać, cieszyć się mężem. Bo nie ma z czego się cieszyć. Dom jak burdel z all inclusive. Najeść się można, napić też a i seks na koniec mile widziany. Zapłacone też mam. I nic poza tym, puste słowa, które na mnie już nie robia wrażenia. Gdzie gesty, czyny, inicjatywa? Zbędne…

Advertisements