Stęki, jęki.


Jak w reklamie. Leży ślubny, kaszle biedak. Jeden wielki stęk i jęk. Ale wytłumaczcie mi dlaczego facet tak mocno akcentuje swoje niedomaganie? Jak mnie złapała grypa, GRYPA kurwa, a nie kaszelek i ból gardła, to pomimo, że obhaftowałam pół osiedla to doszłam do apteki i kupiłam sobie to i owo.

Fakt, poprosiłam w trakcie choroby o zrobienie zakupów (podając nawet co i gdzie ma kupić) ale to tylko dlatego, że już wszystkie mięśnie przestały mnie słuchać. A facet? Leży biedny zasmarkaniec i tylko słyszę: “kochanie co ja bym mógł wziąć?”. I jedyne co mi przychodzi do głowy to: “wziąć się w garść!!!”. Bo po co i na co są te wszystkie durne reklamy tłukące nam do głów co na katarek, co na kaszelek? Po co internet? Pewnie, lepiej śmiać się z bab, że jak jakiś objaw to te już googlują i szperają po forach. I dobrze, że szukamy. Nie jesteśmy takie sierotki, z rączkami u góry i czekające na łaskę i odpowiedzi na trapiące nas pytania. No ale nic, świata nie zmienię, nawet mojego samca też nie. Więc jak dobra i kochająca żona, ta mądrzejsza rzecz jasna, podaję mu numer do przychodni, przypominam o druczkach sruczkach, które musi zabrać z pracy i wysyłam do lekarza. Po drodze oczywiście kupuję to i owo w aptece, na wieczór, oprócz okładu z młodych piersi, robię inne okłady i podaję napary. Bo i co można zrobić? Na szczęście akurat mój mężczyzna nie choruję często więc da się wytrzymać. I tego też Wam panie życzę🙂

Previous Post
Leave a comment

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: